Doradztwo Filmoteka Fotostory Moja Wieś O tym się mówi Postawy Przegląd prasy Powrót do Strony Głównej Biblioteka Poczta Kontakt Forum Atlas Inicjatyw Metoda e-VITA Szukaj
Serwisy
Dostęp, wiedza, zasoby, wykorzystanie, metoda e-VITA
Serwis dla osób prowadzących działalność gospodarczą
Serwis dla wiejskich organizacji społecznych

%20

Data utworzenia: 2010-07-21
Data modyfikacji: 2010-07-22

Czy to jeszcze agroturystyka?

 

Agroturystyka w tradycyjnej formie ledwo się pojawiła, a już zaczyna zanikać. Letnikom z miasta przeszkadzają cuchnące zwierzęta, muchy, komary i Bóg wie co jeszcze... Nie chcą już spać na sianie ani pić mleka prosto od krowy, a już w ogóle nie garną się do pomocy przy gospodarskich pracach – co jeszcze nie tak dawno było absolutnie trendy.

Pochwalić się tym, że pomagało się rolnikowi przy sianokosach, to tak jakby powiedzieć, że było się w Amazonii łapać dzikie węże. Teraz ta zasada kompletnie się nie sprawdza. Chcemy mieć dostęp do Internetu i kablówki, chcemy też wygodnie spać i przyzwoicie zjeść – najlepiej dobrą pizzę... A wszystko to sprawia, że gospodarze muszą być coraz bardziej elastyczni, w przeciwnym razie nic nie zarobią.


Agroturyści są coraz bardziej wymagający. Wabikiem dla nich są dodatkowe atrakcje,
jedną z nich jest niewątpliwie jazda konna.

Życie w dużym mieście męczy. Po kilku miesiącach funkcjonowania w klimacie metropolii idealną odtrutką są wczasy w jakimś zaciszu. Trzeba odreagować, ale niekoniecznie w modnym kurorcie, bo te są dla snobów. W tym przypadku wybór może być tylko jeden – gospodarstwo agoturystyczne. 

- Kiedyś, jak odbierałem telefony, to letnicy nie zadawali wielu pytań. Najważniejsze było dla nich to, że mogą po prostu pobyć na wsi i w spokoju pooddychać świeżym powietrzem. Teraz ważne są dodatkowe atrakcje i komfortowe warunki. To generuje dodatkowe koszty, a z pieniędzmi przy takiej działalności zawsze jest krucho – przekonuje Marek Jaskóła, właściciel gospodarstwa agroturystycznego na Podkarpaciu.

Żeby utrzymać się na turystycznym rynku pan Marek przebudował dawne pomieszczenia gospodarskie na porządne kwatery. Teraz nie są to już pokoje dla mało wymagających letników, a kilkuizbowe moduły z salonami, sypialniami i aneksami kuchennymi. Są telewizory z setką kanałów, bezprzewodowy Internet , można też mieć klimatyzatyor za dodatkowa opłatą. Gospodarstwo Jaskółów położone jest z dala od wsi, niemalże w leśnym ostępie, dlatego gospodarskich „zapachów” się tu nie uświadczy.

- Miałem wszystko: krowy, kozy, konia, a nawet wietnamskie świnki. Dzieciom się podobało, dorosłym niekoniecznie, a to przecież oni zostawiają u mnie pieniądze. Musiałem zatem pozbyć się całej tej ferajny. I tak sobie czasem myślę, że teraz to ja mam nie gospodarstwo agrotyrystyczne a pensjonat jakich wiele w całej okolicy – twierdzi Marek Jaskóła.


Podczas wiejskich wczasów można się rozerwać podczas licznych imprez plenerowych.
Organizatorzy nie zapominają tutaj o dzieciach.

Dużo szczęścia mają ci właściciele gospodarstw agroturystycznych, którzy prowadzą swą działalność w atrakcyjnych regionach. Wiadomo, że jeśli żyje się na Mazurach, to letników nigdy nie zabraknie. Piękna okolica jest głównym magnesem dla mieszczuchów. Mogą tam popływać łódką, wykąpać się w ciepłym jeziorze, a po wszystkim zjeść wędzoną rybkę. Kwatera jest już tylko dodatkiem do całości. No chyba, że stałymi bywalcami są tam znamienici goście.. Wówczas pobyt w konkretnym gospodarstwie jest już celem samym w sobie. Po wakacjach można pochwalić się znajomym, że spędzało się urlop z Żebrowskim, czy Kwiatkowską. Obecność celebrytów znacznie podnosi jednak pułap cenowy.

Gospodarstwo Tadeusza Gwozdka odwiedzają znane persony. Ale nie zdradza o kogo chodzi, gdyby zaczął rozpowiadać, więcej by się tu nie pojawili.

– Mam tu literatów zza granicy, którzy regularnie przybywają, by pisać swoje książki. To dobrzy klienci, bo rezerwują lokale nawet na dwa, trzy miesiące. Dość często mam też u siebie aktorów a nawet polityków. Dla wszystkich liczy się święty spokój no i dobra kuchnia. Nie nazwałbym zatem swojej działalności agroturystyczną, moim gościom nie oferuję konnych przejażdżek, ani tym bardziej samodzielnego udoju krów. Mam za to duży ogród, o który dba specjalistyczna firma oraz basen. Sporą popularnością cieszą się moje nalewki, czasem miewam wrażenie, że to dla nich wpadają tu niektórzy stali goście – śmieje się pan Tadeusz.

– Podstawową zasadą, którą stosuję od lat jest to, by gościom nie wchodzić w drogę. Niczego nie narzucam, niczego na siłę nie proponuję, daję im możliwość wyluzowania się. Oni tego właśnie najbardziej potrzebują: święty spokój, żadnego trucia nad głową, żadnych telefonów... Wymieniać można by bez końca.

– Typowa agroturystyka to przeszłość – wieszczy na łamach „Rzeczpospolitej” dr Krzysztof Łopaciński, prezes Instytutu Turystyki.

– Dziś turysta oczekuje najwyższej jakości. Wczasy na wsi były kiedyś szansą na tani nocleg, a dla rolnika uzupełnieniem gotówki w gospodarstwie. Teraz mało kto chce się myć w misce przed domem.

Oczekiwania wobec kwaterodawców są ogromne, ale koszt ich spełnienia jest często zbyt duży dla rolnika.


To co przyciąga na wieś to dobra, staropolska kuchnia oraz obfitość lokalnych trunków.
Miejmy nadzieję, że regionalne przysmaki nie poddadzą się ekspansji pizzy,
hamburgerów i chińszczyzny.
 

– Dlatego jedni odchodzą od tradycyjnej agroturystyki, a inni przekształcają kwatery w bardziej dochodowe pensjonaty, lub koncentrują się na wypożyczaniu łódek, rowerów, a jeszcze inni na produkcji miodu, czy wyrobie regionalnego przysmaku – tłumaczy dr Łopaciński.

Joanna Rychlik przez 11 lat prowadziła gospodarstwo agroturystyczne. Niedawno zrezygnowała, bo dochody z tego miała mizerne.

– Zawsze się pocieszałam, że w następnym roku przestanę już inwestować w rozbudowę bazy noclegowej i wreszcie będę miała coś dla siebie. Ale to jest studnia bez dna, wczasowicze są coraz bardzie wymagający. Teraz każdy chce mieć na przykład łazienkę z prysznicem w pokoju. Lubię obcować z ludźmi i długo biłam się z myślami, co dalej z tą agroturystyką robić. Wspólnie z mężem zadecydowaliśmy, że zmienimy nieco profil naszej działalności. Wzięliśmy kredyt i postawiliśmy niedużą salę bankietową. Teraz obsługujemy przyjęcia okolicznościowe, a naszą specjalnością są wesela. Atutem jest to, że mamy sporą bazę noclegową, pozostałą po działalności agroturystycznej. Śmiejemy się z mężem, że w zasadzie to nadal mamy u siebie turystów, z tym że takich na jeden weekend – opowiada Joanna Rychlik.

– Z jednej strony zmieniło się niewiele, bo nadal jest to przedsięwzięcie rodzinne. Nawet w kuchni pracują te same osoby, które wcześniej gotowały letnikom. Tylko dochody są znacznie lepsze, na razie mamy kredyt do spłacenia, ale zamówień na imprezy mamy mnóstwo. Obecnie robimy już zapisy na 2013 rok.

W tej sytuacji pewnie coraz trudniej będzie nam znaleźć ofertę prawdziwie wiejskich wczasów. Choćby takich, jakie proponuje Andrzej Lach z Brzezin.

– U mnie zwierzęta chodzą jak chcą, trzeba uważać, żeby nie wdepnąć w wiadomo co. Nie mam kosiarki do trawników, bo regularne koszenia zapewniają mi kozy i owce. Nie mam też wielkich luksusów w kwaterach, ale jest wszystko, czego potrzeba, by skromnie przeżyć kilka dni blisko natury. Jak ktoś sobie zażyczy, mogę dać krowę do wydojenia, albo wziąć w pole do żniw, lub sianokosów.. Mam ludzi i na razie nie narzekam, ale widzę, że coraz bardziej letnikom ta „wiejskość” przeszkadza. Ostatnio musiałem zlikwidować gnojownik ze środka podwórza, a jeszcze nie tak dawno specjalnie go tam instalowałem, żeby było po staremu. Są też tacy, którym nawet muchy wadzą, Mówię im wtedy grzecznie, że chyba pod zły adres trafili, że to nie jest pięciogwiazdkowy hotel, a wiejska zagroda.

Agroturystyczny interes można nieco zreformować, przekształcając go w biznes biesiadny. Uczynił tak Ryszard Tuz z Chróścina.

- Moimi klientami są głównie kilkudziesięcioosobowe grupy. Przyjeżdżają na dwa, trzy dni, dobrze się bawią, zostawiają pieniądze i odjeżdżają. Zazwyczaj w takim gronie jest jakiś przedsiębiorca, czy człowiek na stanowisku, który ma do wydania pieniądze na tak zwaną integrację dla swoich ludzi. Widząc, co mamy tutaj do zaoferowania, od razu zamawia termin. Ludziom podoba się zabawa przy wiejskim techno, odpowiada im, że do szopy czasem wejdzie sobie koń i wyliże komuś talerz. Niewątpliwie magnesem jest nasza kuchnia, która przyciąga bogactwem smaków i zapachów. Można zakosztować przygotowywanych na miejscu wędzonek, drożdżowego placka, chleba ze smalcem, ogórków kiszonych prosto z beczki, placków kartoflanych, czy klusek parowanych na chadrze. Tydzień w tydzień przez moje gospodarstwo przewijają się setki agroturystów. Przeważnie są to imprezowicze, którzy chcą zamknąć się przed całym światem. Całkiem niedawno miałem u siebie międzynarodową ekipę transwestytów, przyjeżdżają do mnie od kilku już lat. To zazwyczaj ludzie dobrze sytuowani, na co dzień pracujący w znanych korporacjach, mający ugruntowaną pozycję społeczną. Tutaj mogą wyzbyć się wszelkich uprzedzeń i być w stu procentach sobą. Dla kontrastu mogę dodać, że tuż po nich przyjechali do mnie na kilka dni rodzice z dziećmi, zrzeszonymi w jakimś związku sportowym. Byli to ludzie dosłownie ze wszystkich zakątków Polski. Miewam u siebie samorządowców, policjantów, nauczycieli, sportowców, ludzi kultury i sztuki. Kiedyś gościłem nawet przedstawicieli kościoła prawosławnego w Polsce. Ci ostatni przyjechali ze względu na obecność w naszej okolicy cerkiewki, którą między innymi z mojej inicjatywy mieli remontować. Dziś ten zabytek pokazuję swoim gościom, tak samo zresztą jak i pobliski zamek. Do współpracy zaprosiłem miejscowego historyka, który opowiada turystom skądinąd bardzo ciekawe dzieje naszej okolicy. Żeby obsługa była pełna, mam także muzykantów, zespół ludowy oraz ludzi do obsługi transportu.

Życie pokazuje, że w dziedzinie turystyki trzeba być niesłychanie elastycznym. Niestety, z reguły niesie to z sobą konieczność wydatkowania dużych pieniędzy. Gospodarze, których na to stać zrobią wszystko, by wyjść naprzeciw oczekiwaniom letników. Ale z drugiej strony nie powinni bezgranicznie ulegać ich presji, by nie wypaczyć sensu agroturystyki.

 

Przemysław Chrzanowski
Fot. Autor

wersja do druku


Witryna Wiejska jest częścią programu "Wieś Aktywna Budowanie społeczeństwa informacyjnego, e-VITA".
Partnerami programu są Polsko Amerykańska Fundacja Wolności i Fundacja Wspomagania Wsi.
Witryna tworzona i redagowana jest przez zespół Fundacji Wspomagania Wsi